piątek, 21 marca 2014

Wredna wysuwa wniosek

Jak już Wam wspominałam, po wyprowadzce ex szukałam wszędzie odpowiedzi, o co mu tak naprawdę chodziło. Co się takiego stało, że nagle z dnia na dzień, z chwili na chwilę stwierdził, że nie kocha mnie od 3 lat. A muszę wspomnieć, że to był jeszcze ten etap, gdzie nie chciałam w to uwierzyć. Żyłam raczej myślami, że przecież w małżeństwie zdarzają się kryzysy - i my właśnie taki przechodzimy. No trudno, zdarzyło się. Teraz trzeba jakoś przez ten kryzys przejść. Leżąc sobie błogo, nic nie jedząc z nerwów, szukając odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań, analizując całe 8 lat bycia razem. I tak sobie myśląc i myśląc, myśląc i jeszcze raz myśląc, wpadł mi do głowy jeden bardzo ważny powód odejścia, który uznałam, że był prawdziwy i jedyny (na tamten czas oczywiście): PRZECIEŻ BYŁAM GRUBA. Wysunęłam więc wniosek ....
.... skoro jestem za gruba, twierdzi tak ex, jego matka, jego babka, jego cała rodzina i ogólnie wszyscy (ja też) to trzeba schudnąć.

Z ratunkiem przyszła moja koleżanka z pracy, która w tym samym czasie zachciała chodzić na fitness. I to właściwe ona mnie na niego wyciągnęła, dzwoniąc z propozycją, z której postanowiłam skorzystać. 

Myślę sobie, no tak, powiedział, żebym popatrzyła na siebie co z siebie zrobiłam. Poszłam do najbliższego sklepu, który miał przymierzalnię z lustrem, żeby zobaczyć to co z siebie zrobiłam. Szukałam jeszcze takiego,  które mi odpowie co z siebie zrobiłam, ale pani w sklepie powiedziała, że akurat oni nie posiadają luster z taką funkcją. Aaaa bo moje lustro w domu miało taką funkcję, ale przy 80 kg coś ta funkcja zaczęła szwankować, przy 90 kg obraz był zamazany, a przy 100 kg lustro pękło, zanim jednak pękło, obraz choć zamazany był taki

Stąd właśnie nie wiedziałam co ja  z siebie zrobiłam. No to jak już zobaczyłam, obejrzałam dupsko z prawej, lewej, od tyłu  odpowiedziałam sobie sama na nurtujące mnie pytanie

- Zrobiłaś z siebie dużą kobietę -

Podniosłam palec wskazujący prawej ręki do góry, pogroziłam tej dużej w lusterku i mówię: CHUDNIEMY. 

Rozpoczęłam więc odchudzanie takie normalne, zdrowe z dużą ilością ruchu. Zaprzestałam głodówki, bo jak głodowałam przez pierwsze dni po odejściu ex, to tylko rodziców zmartwiłam, że nie wspomnę o siostrze. 

Stwierdziłam, że jak schudnę, stanę się idealna. A jak już będę idealna i chuda, to rodzina Idealnych (rodzina ex) znowu mnie przyjmie. Napiszę ładne podanie z prośbą o powołanie specjalnej komisji kwalifikacyjnej. Na takiej komisji to jest jak w tej co do wojska : mierzą cię (również wzrokiem), ważą (także wzrokiem), oceniają twój wysiłek (albo i nie) no i w końcu decydują, czy się nadajesz do rodziny czy nie :))))

I do tego jeszcze ten order ... :) Ło matko, dostałam skrzydeł do działania. 

Przyjmą mnie, będę mogła być znowu w praktyce członkiem ich idealnego rodu - takie myśli mi krążyły po głowie. Dostanę zieloną pieczątkę na moim podaniu


Rozpoczęłam akcję "Powrót do Iedalnych" :). Oprócz fitnessu był również rower. Przestałam jeść paczkę chipsów dziennie, przestałam pić 2 litry coli dziennie, przestałam ogólnie jeść syfy. Odchudzałam się zdrowo, intensywnie, ale bezpiecznie. Większość zawdzięczałam ruchowi, który był codziennie, a w miarę coraz to lepszej kondycji, było go więcej i więcej (np. trasy rowerowe były coraz dłuższe). 

Z każdym kilogramem byłam bliżej, bliżej i bliżej, ale ex stwierdził jednak, że to nie o to mu chodzi. Że owszem widzi, że schudłam, że dużo lepiej wyglądam, że wyglądam coraz fajniej, ale to jednak nie to. 

 
Że k..... cooooooooooooooooooooooo ??? !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

- To co ?

- Nie kocham Cię. Mówiłem Ci już. Jesteś fajna jako koleżanka, ale nie jako żona. 

Dostał ode mnie w pysk. Pierwszy i ostatni raz dostał ode mnie w pysk (czemu nie wierzyłam w tego jego twierdzenia, że mnie nie kocha, to temat na osobnego posta)


 Uspokoiłam się. Myślę sobie, przecież jeszcze mam szansę na Komisji Kwalifikacyjnej :)) Nic straconego.

Tak serio serio. Schudłam, bardzo dużo schudłam - ze 105 kg na 68 kg. W pewnym momencie chudłam już sama dla siebie. Największą różnicę zobaczyła Przewodnicząca Komisji Kwalifikacyjnej - Teściowa. O tym jaka była jej reakcja, jaką decyzję podjęła, w następnym poście .....

6 komentarze:

Unknown pisze...

pisz, pisz, czekam z niecierpliwością na posta :) - jeden z lepiej prowadzonych blogów i do tego pisany z dużą dozą poczucia humoru i z dystansem do siebie :)

Res-Tel pisze...

ja tez się zakochałam , masz genialny wprost sposób pisania

Unknown pisze...

Coz, ta historia dowodzi napewno o jednym, facet nie byl wystarczajaco dojrzaly do malzenstwa, z powodu otylosci nie zostawia sie zony, tylko pomaga jej sie schudnac, organizujac konkretny plan dzialania. W kochajacym sie zwiazku "z problemow wychodzi sie razem"... Gosc nie wierdzial czego chce i zostawil Cie samej sobie. On po prostu nie byl Ciebie warty i tylko sie przez niego nacierpialas. a tak na marginesie, naprawde wazylas ponad 100 kg?. To i tak nie powod do rozwodu oczywiscie. Post rewewlacja, jak zwykle, uwielbiam !! Gratuluje doskonalego obrazowania sytuacji ...!

Agnieszka pisze...

Res-Tel miło mi Ciebie przywitać w gronie czytelniczek :)))

A Tobie Mario dziękuję za fachową ocenę moich wypocin :))

Agnieszka pisze...

Tak ważyłam 100 kg (105 dokładnie)

Unknown pisze...

a ja nie moge sie z 5 kilo uporac :(

Prześlij komentarz