czwartek, 20 marca 2014

Jak to napój alkoholowy zmógł wredną

W tym poście wrócę do zamierzchłej przeszłości. Tak dalekiej, że wydaje mi się, że  jestem w tym wieku, w którym się już mówi "Ta dzisiejsza młodzież" :)
Ale żeby nie było, że wół zapomniał jak cielęciem był, to wrócę do epizodu z mojego życia, gdzie sama byłam młoda, głupia, piękna, mądra .... ale przede wszystkim bezmyślna.  A więc ....
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, za 52 kilometrami od mojego domu, znajdował się las. W tym lesie stała chatka ogrodzona płotkiem. Na działce wokół chatki było dużo mniejszych chatek, które można było złożyć, spakować i przenieść je w inne miejsce. W każdej z tych mniejszych chatek mieszkało około 4 osób, a każda z tych osób była płci żeńskiej. Każda osoba płci żeńskiej miała wówczas rocznikowo 18 lat, ale nie każda miała już zgodnie z datą urodzenia .......

Tak naprawdę było to wycieczka klasowa. Wybraliśmy się na nią 52 km od naszego miasta, do posiadłości naszej klasowej koleżanki. Spaliśmy w namiotach w lesie na działce, która była otoczona płotem, a w domku drewnianym mieszkał nasz wychowawca i drugi opiekun.

Wiadomo, jak las, wycieczka, to i ogniska. A jak się ma 18 lat to przecież można już coś wypić. Ale, że to była wycieczka klasowa to piło się w ukryciu. Ponieważ ja jestem z tych późno urodzonych, mnie ominęła 18 zgodna z prawem. Ale co tam, raz się żyje.

Poszłyśmy do sklepu. Zastanawiałam się czy kupić czy nie kupić. A jak już kupiłam, to się zastanawiałam czy wypić  .... butelkę piwa EB (pamiętacie jeszcze to piwo ? )

Żeby nie było, że piję na terenie organizowanej wycieczki i w dodatku samotnie, postanowiłam wypić je po drodze do obozowiska - w towarzystwie.

Kiedy doszłyśmy do celu, współtowarzyszki broni (te palące) postanowiły jeszcze "puścić dymka". Poszłam z nimi, tym razem tylko do towarzystwa. Żeby jednak zapalić w niewiedzy opiekunów, trzeba było znowu opuścić obóz. Postanowiłyśmy skrócić sobie drogę i przejść przez płot. 

Ja zawsze byłam łamagą, to nie podlega dyskusji. A piwo i słoneczko dodały jeszcze swoje. Przez płot przeszłam jak ostatnia ofiara, ale przeszłam. Dziewczyny puściły dymka i czas było wracać. 

5 minut, dosłownie 5 minut - a ja złapałam taką głupawkę, że powstał problem.

Problem nazywał się PŁOT. Przez bramę główną nie można było wrócić, bo wychowawca by się domyślił, że coś jest wypite. Pozostaje powrót przez płot, w którym jak na przekór nie było żadnej dziury. 

Wdrapałam się przy pomocy moich koleżanek, które pchały moje dupsko do góry. Jeeeeesssssttt, jestem na górze, udało się. Pozostaje tylko przeskoczyć na drugą stronę. 

Na samej górze przykucnęłam, przytrzymałam się szczebli i myślę: No za cholerę nie skoczę

Koleżanki mówią: Skacz.   Taaaa, łatwo powiedzieć, jak tu przede mną skok z wysokości około 1,80  (może mniej). Z tego wszystkiego zaczęłam się śmiać. Te się drą, żebym skakała, a ja się śmieję

I sruuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu

Poleciałam jak długa .....................................na tą stronę płotu, z której właśnie wychodziłam.  Lecąc wciąż się śmiałam. Złapałam taką fazę (po tym jednym piwie), że wydawało mi się, że lecę bardzo długo i jestem bardzo lekka. Z tego poczucia lekkości, śmiechu podczas lotu: ........................posikałam się. 

Leciałam, śmiałam się i sikałam. Jak już dolatywałam do ziemi, usłyszałam głos przerażonej koleżanki, która szybko usunęła psa z pola mojego upadku. 

Spadłam, leżę na ziemi. Śmieję się jak głupia. I nie mogę wstać bo noga utknęła pomiędzy szczeblami i nie chciała wyjść. Jedna z koleżanek (o imieniu jak wróżka) zaczęła mnie kopać z buta w mojego buta z drugiej strony, żeby tak noga wyszła. 

Czas leci, nas już długo nie ma. W lesie rozbrzmiewa się echo naszych śmiechów. A noga jak utknęła tak tkwi. W końcu po wielu kopnięciach wyszła. Wstałam, otrzepałam się, i wróciłam jednak przez płot. No musiałam. Nie było szans żeby wejść bramą na działkę. Poleciałam szybko do namiotu. Umyłam się i przebrałam.

5 minut później wszyscy już wiedzieli co się stało. I po co była ta cała konspiracja ? :))))))))))))

2 komentarze:

Unknown pisze...

hahaha pamiętam jak dziś :) hahaha

Unknown pisze...

Hej...nie wiedzialam ze mialas noge w plocie utkwiona, i niemalze zwichnieta, super opis..stare dobre czasy. Usmialam sie, az moj przyszedl zobaczyc z czego sie tak smieje jak glupia...:))

Prześlij komentarz