wtorek, 18 marca 2014

Telewizor ważna rzecz

Jak to bywa przy rozstaniach, dochodzi  też do podziału majątku. Jaki by on nie był, trzeba się nim podzielić, no przynajmniej wypada zrobić i to sprawiedliwie. My do wszystkiego dochodziliśmy razem. A naszą perłą w koronie była 50 calowa plazma. W czasach kiedy ją kupiliśmy była rarytasem (na raty trza było brać :) ) Na pomysł kupna takiej właśnie plazmy wpadł Ex po powrocie z Francji, bo miał plazmę w pokoju hotelowym. Postanowił ją zatem odzyskać .....

Pamiętacie kłótnie z lat piaskownicy w typie "Oddawaj to moje" "A właśnie, że moje" "Maaaamooooo on mi zabiera moje ". Tak właśnie wyglądała walka o .... telewizor.

Jak Ex już znalazł mieszkanie do wynajęcia (wcześniej gdzieś pomieszkiwał), zadzwonił do mnie, stanowczo informując, że przyjeżdża po telewizor.

- No to przyjeżdżaj. A kto ci go pomoże znieść ? - Zapytałam cynicznie

- Nie wiem. To twój brat mi nie pomoże

- Żeeeeee cooooo ? Ty chyba sobie jaja robisz

- Dobra to jak znajdę pomoc, to po niego przyjadę.

Znowu minął chyba tydzień, dzwoni i mówi, że wynajął mieszkanie. To mówię, żeby mnie zaprosił. A on mówi, że nie mieszkanie tylko pokój, że nie mieszka sam i że to naprawdę mały pokój. W tym momencie przewróciłam oczami i mówię do niego:

- Skoro to jest mały pokój to po ci ten telewizor ? Gdzie ty masz go zamiar postawić

- Zmieści się. Coś wykombinuję.

- No to plazma się zmieści, a ja nie mogę przyjść bo pokój za mały ? :O

Rozumiem była gruba, ale bym się zmieściła w rogu jakiegoś tapaczana, a na pewno bym przeszła przez drzwi. No i miałam jedną zaletę więcej od plazmy - Nie trzeba było mnie dźwigać i szukać transportu i pomocników, aby mnie wnieść na jego włości. 

Jeszcze się dobrze nie namyśliłam, a Ex mówi, że musi kończyć

Znowu minęło parę dni i dzwoni

- Chcę ten telewizor
- Nie dam ci telewizora
- Przecież ty go nie chciałaś
- Ale ja go spłacałam
- Ja też
- Nie oddam ci telewizora
- Booooooo ?
- Bo go sprzedaż
- Nie sprzedam
- Sprzedaż, bo nie masz kasy. Wcale bym się nie zdziwiła, jakbyś już miał kupca. Przecież w końcu masz mały pokój.
- K.... oddasz mi ten telewizor czy nie ?

Nie wiem co sobie myślał, ale chyba to, że jak powie "Kurwa" to się na tyle przestraszę, że zaraz szybciutko sama go spakuję,zadzwonię po duże Taxi i dostarczę mu pod drzwi. O nie nie nie, co to to nie. 

- Nie oddam ci tego telewizora - I usłyszłam piiii w słuchawce 

Znowu dzwoni. Pyta się czy może przyjść. W myślach zaczęłam skakać z radości, bo ex chce przyjechać, to jesteśmy na dobrej drodze, żeby zacząć się godzić. Ale w międzyczasie przeszłam się po mieszkaniu, przeliczyłam domowników: rodzice obecni, brat obecny, siostra obecna. Spoko, w razie czego pomogą mi odeprzeć atak, gdyby chciał zabrać telewizor. 

Przyjechał. Wszedł pewnym krokiem, uciekając od razu do pokoju. Wtedy już mojego. Kiedyś naszego.

- Co się stało, że przyjechałaś - zapytałam z troską (nieudawaną)
- A nic, tak pogadać ?

O matko .... on .... ze mną .... przyjechał ... pogadać. W tym momencie uniosła się nad podłogą, wokół głowy zaczęły fruwać skowronki, a w tle zaczęła brzmieć piosenka "Jak dobrze wstać skoro świt ..."

- Ok. To może czegoś napijesz. 

Zrobiłam kawę. Wypił. Poopowiadał o pracy, o mieszkaniu, że trochę tęskni za naszymi kłótniami, bo dawały mu powera do pracy.

Postanowiłam w tym momencie podzielić delikatnie majątek, z myślą, że może doceni moje starania i odpuści z tym telewizorem. 

- Może dam ci jakąś pościel

Przytaknął. 

- To masz tu jedną poszewkę (od kompletu, jak dzielić to pół na pół), dam ci jedną poszwę na kołdrę, tą od kompletu, żebyś miał to samo. 

Myślę, myślę, myślę, co by tu mu jeszcze dać. Powiedział, że ma fotel w pokoju. Więc mu dałam jedną narzutę (jedną zostawiłam dla siebie). Dałam mu jeszcze 4 serwetki na stolik (4 zostawiłam dla siebie). Zapakowałam obiad. Posiedział jeszcze chwilę i pojechał. Nie wspominając nic o telewizorze. 

Za parę dni dzwoni i mówi,  że ............ chce telewizor. No masakra, co za pazerny człowiek, to ja mu tu pościel, narzutę, 4 serwetki i obiad a on dalej chce ten telewizor. Powiedziałam w końcu stanowczo, że telewizora mu nie oddam, koniec kropka, BASTA. Jak postanowił odejść to niech się teraz buja. 

Temat telewizora ucichł w końcu po wielu jeszcze jego upominaniach. Lepiej .... nawet go spłacił (3 raty z 24)... Dacie wiarę ? :)

 W sumie tego telewizora to bałam mu się oddać z pewnych powodów:
  1. Bałam się, że jak weźmie telewizor, to dopnie swego i więcej się już nie odezwie
  2. Że go sprzeda, a ja nie zobaczę z tego ani grosza. 
Telewizor przetrwał jeszcze 3 lata po tym jak odszedł. Służył mi i Obecnemu przez kilka miesięcy. Później odszedł. Zgasł. Więcej nie odpalił ..... Żal mi go było

Taaaaaa jasne

Przyjechał mechanik, zabrał go do siebie, żeby rozebrać na części, nam dał 100 zł  i mieliśmy na wieszak do nowego telewizora.  Opłacało się go zatrzymać :)))))

1 komentarze:

Unknown pisze...

Super!

Prześlij komentarz