wtorek, 22 lipca 2014

Weselny Rozbójnik

Miał być post całkowicie o czymś innym, ale w ostatniej chwili zmieniłam decyzje i napisałam nowy, aby wrzucić go właśnie teraz. Nie ma tutaj żadnej logiki, że po nim nastąpi kulminacja splotu sytuacji, że wszystko się wyjaśni. Nie, nie. Po prostu przypomniała mi się ta sytuacja i postanowiłam ją opisać póki jeszcze wszystko pamiętam :)

Jednak przede wszystkim pragnę powitać wszystkich na nowo i przeprosić za tak długą ciszę ....
Kiedy ex odszedł, jednym z moich zadań było poinformowanie rodziny i znajomych, że małżeństwo się posypało. Pamiętam, że w maju dowiedziała się o tym moja przyjaciółka, która nie mogła w to uwierzyć. Ja sama miałam zamiar ten fakt długo jeszcze ukrywać, wciąż wierząc, że ex wróci i niepotrzebne będzie zamieszanie tą sprawą. Niestety w pewien sposób sytuacja mnie przycisnęła do muru. Dowiedziałam się, że jej siostra będzie brać ślub. A jak ślub, to przecież jak przyjdę bez męża to czym się będę tłumaczyła. Cały dzień spędzony u niej nie szepnęłam ani słowa, dusiło mnie jak cholera, ale pary z ust nie puściłam. Do momentu, kiedy odprowadziła mnie przystanek, byłyśmy same ... nie wytrzymałam.... zdławiło mnie w gardle, szlochając wypowiedziałam te słowa: "Ex się wyprowadził i chce rozwodu. Na weselu będę sama"


I bum, bum, bum bum bum - wybuchłam całkowicie. Teraz musiałam wszystko powiedzieć, co się stało, kiedy to się stało, czemu nie powiedziałam nic wcześniej (to już trwało 3 miesiące) itd itd. Od tego momentu do sierpnia (wesela) zaczęła się totalna maskarada. 

Pierwszą maskaradą było to, że powiadomiłam ex o weselu i wyraziłam głęboką chęć, aby ze mną poszedł, jako mąż czy nie mąż, jako osoba towarzyszącą, a mógł iść nawet jako kochanek, po prostu mi zależało aby poszedł. Ex się zgodził, ale postawił jeden warunek: NIKT NIE MOŻE WIEDZIEĆ, ŻE ON SIĘ WYPROWADZIŁ. 

Szlag by to jasny trafił. To se chłop znalazł moment na życzenie. Jak nikt nie może wiedzieć, że on odszedł, jak wszyscy już wiedzieli, poza moją babcią. Nawet Pani z mięsnego wiedziała, sąsiedzi, sprzedawca oranżady, słodyczy, warzyw i papierosów. No tak jak piszę, wszyscy to wszyscy - poza babcią. 

No, ale wszystkich przecież na weselu nie będzie, więc musiałam utworzyć siatkę konspiracyjną z podstawowymi gośćmi weselnymi, że niby nie wiedzą o co kaman.  Każdy dostał Plan działania. Ze względu na miejsce zamieszania i zbyt duże prawdopodobieństwo spotkania przez kogokolwiek Ex, musieliśmy działać w podziemiu. Nasze spotkania były tajne, podczas których uczyliśmy się mowy ciała i wspólnych wersji wydarzeń, aby Ex się nie domyślił, że wszyscy wiedzą. 

Wszystko było już gotowe. Sukienka, torebka, buty, stanik, majtki wyszczuplające. Szybka pożyczka wzięta po to, aby się wyszykować i w kopertę włożyć. No przecież musiałam się pokazać przed Ex, że radzę sobie bez niego .... :)

I bum, bumbumbumbum - ex mnie wkurzył, kłamał coś, powoli zaczęłam wszystko rozumieć. Powiedziałam, że nie chce, aby szedł ze mną na to wesele. Miałam już na myśli, że zaproszę kolegę ze studiów  - przynajmniej istniała podejrzana gwarancja, że będę się bawić dużo lepiej i nie będę nikogo niosła od stołu. 

A tu proszę, ex się oburzył. Dzwoni do mnie pijany i mówi - pozwolę sobie dosłownie zacytować - "Spróbuje tylko kurwa pójść z kimś innym, a znajdę to wesele i wszystko rozpierdolę"


Alleluja: NO KOCHA MNIE !!! ZAZDROSNY !!! OJ KOCHA KOCHA 

Zaczęłam sobie wyobrażać jak skrywa się za oknem i sprawdza czy to wesele na którym jestem. Spogląda jednym okiem i ucieka w kąt bo myśli, że ktoś go zobaczył. A  jak już byłby pewien wskoczyłby i porozrzucałby wszystkie stoły niczym Pawlak na weselu Ani. Toż to by była atrakcja. Taki rozbójnik Rumcajs. 

No dobra, powkurzałam się, ale już wszystko było w porządku. Ex kocha, zazdrosny jest, to na wesele idziemy razem. I nadszedł ten dzień. Zanim dojechaliśmy do kościoła, pytał chyba ze 100 razy, czy aby nikt nie wie, że on się ten tego. Wypowiedzenie słowa, że się wyprowadził czy tam odszedł ode mnie - sprawiało mu niezwykle wielką trudność. 
Tuż po zakończeniu mszy rozpoczęła się druga maskarada. Udawanie, że jesteśmy razem. Skorzystałam zatem z okazji i złapałam go za rękę. Napiszę szczerze, że było to niesamowite uczucie. Pragnienie tej bliskości i jej spełnienie, spowodowało, że dotyk ręki był lepszy niż jakikolwiek afrodyzjak. Podeszliśmy do pary młodej (a młoda para wiedziała, że się wyprowadził), złożyliśmy życzenia. Pan młody nie miał wcześniej okazji poznać Ex, nie wiedział jak wygląda, więc tylko zapytał, czy to mąż czy ten kolega ze studiów, którego myślałam zaprosić. 

Pojechaliśmy na wesele. Zjedliśmy obiad, mama Pani  młodej podeszła do nas, podziękowała za przybycie, porozmawiała troszkę (wszystko zgodnie z planem). I co najlepsze: ex uwierzył, że oni wszyscy nie wiedzą o jego "wybryku". Potańczyliśmy trochę, ex poszedł zapalić (chyba zaczął palić - nie wiem, nie wnikałam). Minęła 21:00 i on mówi, że moje zostać jeszcze chwilkę. Myślę, że moją reakcję najlepiej przedstawi obrazek poniżej

Tylko nie byłam w tym czasie czarnoskórym mężczyzną :)

Że co ? co co co co co ? Oh fuck to nie wszystko ..... O  M   G  .... mam powiedzieć, że jedziemy wcześniej, bo on nad ranem jedzie w delegację na Węgry ....

Nie byłam też czarnoskórą kobietą, ale moja reakcja była podobna
Wkurzona ma maxa, powiedziałam, że przecież nie zostanę, a on pojedzie, tylko jak przyjechaliśmy razem to i razem wrócimy, ale na pewno nie powiem takiej bzdury jak to, że ona na Węgry jedzie. Podeszliśmy zatem do Pary młodej i rodziców Pani młodej pożegnać się w ludzki sposób i w miarę kulturalny. Ja zaczynam mówić, że musimy jechać, a ten łubudubu wypala obok, wchodząc mi w słowo " tak tak, bo ja o 3 nad ranem wyjeżdżam w delegacje na Węgry". 

O wszystkie choinki w lesie: w sumie miałam ubaw po pachy. Ex nie wiedział, że wszyscy wiedzą, że on odszedł i znalazł sobie jeszcze taką głupią wymówkę: jedzie na Węgry.  Buhahahahaha ..... ale żebyście widzieli jego dumną minę :D 

.................................... aż mi się łza ze śmiechu zakręciła w oku na samo wspomnienie tej jego wypiętej klasy i ręki w kieszeni, a później odjazd starym fiatem tipo, którego koło skrzypiało jakby miało odpaść tuż przy ruszaniu autem ....... 

No nic, koniec końców odwiózł mnie pod dom, a sam pojechał do siebie. Jeszcze durna idiotka ciastka mu dałam. Oj żebym ja wtedy wiedziała to co dzisiaj wiem, to on by tych ciastek nie dostał !

Reasumując: sukienka, buty, stanik, majtki wyszczuplające, koperta, 50 zł na paliwo dla ex żeby przyjechał, strata ciastek, zabawa do 21:30 - na lepszym weselu nie byłam. I jeszcze ta świadomość, że zdradzał wtedy swoją kochankę (teraz już żonę) ze mną, nie mówiąc jej, gdzie jedzie, a jak powiedział to pewnie sprzedał ten kit co zawsze mi  - BEZCENNE :)

Wniosek?  Nie warto brać szybkiej pożyczki na krótkie wesele .... :)



4 komentarze:

Aqwomen pisze...

W koncu nowy wpis, fajnie te wszystkie historie opisujesz :)

Agnieszka pisze...

Aqwomen dziękuję bardzo za dobre słowo i wierność w czytaniu mojego bloga :)

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Anonimowy pisze...

Aguś dobry post ubawiłam się po pachy :)

Prześlij komentarz