poniedziałek, 24 marca 2014

Ciato francuskie pochodzi z Francji

Nie ukrywam - wkręciłam się w to pisanie. Jeszcze jakiś czas temu, nie przypuszczałbym, że kiedyś będę się śmiała z tego, co kiedyś miałam za świętość i przez co wylałam morze łez. Jedno z moich wspomnień związane jest z przepiękną Francja (nigdy tam nie byłam, ale wierzę Grafice Google :) ) oraz ciastem francuskim, za którym nie do końca przepadam. W życiu bym jednak do pewnego momentu nie pomyślała, że ciasto francuskie pochodzi z Francji, a jednak .....

To było w czasie, kiedy ex rozwijał swoją karierę sklepową. Jedna z sieciówek, w której zajmował prawie wysokie stanowisko (tak na serio stanowisko nie było wysokie, ale ex urósł na nim co najmniej 2 metry), postanowiła go wysłać na szkolenie do Francji - chyba 10 dniowe, jak nie dłuższe - tego już nie pamiętam .

Cóż to było za wydarzenie w rodzinie. Taka delegacja. Takie szkolenie. Taki zaszczyt. Szydzić mogę, ale fakt, że można to było uznać za docenienie jego pracy. 

Ex pakowałam chyba z 5 dni. Od tabletek po koszule. Koszule spakowałam tak, aby się nie pomięły, jedne spodnie garniturowe, jeansy, sweterki, koszulki, majtki, skarpetki, zupki chińskie (co by głodny nie chodził w tej Francji), rozmówki francusko - polskie. Uruchomiłam ubezpieczenie w podróży, które mieliśmy wliczone w konto w banku. Uruchomiłam także kartę kredytową (z tą kartą kredytową to później wyjdą jaja jak berety, ale to dużo później). Ponieważ miał się nimi opiekować (pojechała ich 3) jakiś francuz, który mówił po polsku, włożyłam polski dobry alkohol dla mężczyzny, a dla jego żony polskie dobre czekoladki. 

Odprowadziłam na busa. Płakałam jak bóbr. To było nasze pierwsze takie rozstanie. Jak tu przeżyć. No ale przeżyłam. Dzwonił codziennie, ja dzwoniłam też. 

Parę dni przed powrotem, pytam go czy kupił jakieś upominki dla rodziny (miałam to w zwyczaju i nadal mam, takie kupowanie upominków). Nie kupił, ale zapytał co ma kupić. Więc mówię mu, żeby mamom (swojej i mojej) kupił po jakimś fajnym pudełku czekoladek, których nie ma w Polsce i po kawie (znałam je, wiedziałam, że to wystarczy). Tatom (jego i mojemu) poleciłam kupić po butelce dobrego alkoholu, mojej siostrze to najlepiej dużą ilość słodyczy, albo jakąś zabawkę. A jego siostrze to niech kupi jakiegoś ciucha. Zostali jeszcze bracia, ale miał się tym sam zająć. No i zostałam ja: zażyczyłam sobie torebkę.  

W marzeniach widziałam siebie, spacerująca z super, świetną, modną torebką, prosto z Francji. Taką wyjątkową, pasująca do szpilek, nadającą szyku i stylu :))) (Nierealne, ale może jednak się uda). Po drodze prosiłam go, żeby mi kupił niemiecką prasę, bo wtedy byłam na etapie szkolenia mojego niemieckiego.

Nadszedł czas powrotu. Przyjechał. Spóźniłam się na busa. Biegłam jak szalona. Jest, zobaczyłam go. Wpadłam mu w ramiona, jakże się cieszyłam, że go zobaczyłam.

Przyszliśmy do domu. Całą drogę opowiadał o pracy, o tym jak dużo się nauczył. Jak tam jest fajnie, i że ma dużo pomysłów na zmiany w ich sklepie. Rozpakował się, przy okazji wyjmując prezenty. 

Kupił wszystko z mojej listy próśb:

1. Mojej 5-letniej siostrze kupił słodycze i pluszową poduszkę z myszką (była niesamowicie zadowolona)

2. Tatom przywiózł po butelce taniego wina

3. Swojej siostrze kupił pamiątkę iście związaną z Francją i ciuchami 

Patrzę szukam rękawów, nie wiem czy to stringi, czy jakaś biżuteria na szyję. Aaaaaaahhhaaaa to chyba jest pierścionek (pomyślałam mrużąc oczy)  :)

Nie .... czy to jest to co ja myślę. Niemożliwe, przecież jasno się wyraziłam co ma kupić. Może to są naprawdę gipsowe, niebieskie delfiny .... Taaaaakkk to są gipsowe, niebieskie delfiny. Typowa pamiątka związana z Francją :)  (niestety oryginały tej figurki nie znalazłam w sieci, to jest przykład)


4. Jego mamie i jego bratu - choćbym chciała sobie bardzo przypomnieć to nie mogę, marzę i pragnę o tego, ale nie. Jak sobie kiedyś przypomnę to napiszę :)

5. Mój brat dostał jakiś dodatek do piwa

6. No i ja. Zamknęłam oczy, przez parę sekund powiedziałam w myślach: "Trzymaj kciuki za to, żeby to nie były delfinki, żabki, a tym bardziej ślimaki" :)  Otworzyłam lekko jedno oko, bałam się. Bałam się spojrzeć. Ale widzę, widzę, widzę .......... ohhhhh yeah, tak widzę rączke torebki. Jest czarna ....

Matko to niemożliwe, on kupił torebkę. On mi kupił torebkę. Nie mogłam w to uwierzyć. Skakałam z radości w duchu. Moja mina jak ta obok na zdjęciu. Nie dowierzałam. Wyciągał ją powoli. Nie dało jej się jednak długo wyciągać, bo była średniej wielkości. Musiałam znowu zamknąć oczy. Nie wierzę w to co widzę. To nie Prada, to nie Coco Channel, to D&C, to nie paryski szyk, to ..... Made in China. Torebka w ogóle nie w moim stylu. Już nie chodziło oto, że ona była chińska (bo takimi też nie gardzę). Chodziło o to, że ja takiej bym sobie nie kupiła. Nie była już modna, była za mała jak dla mnie, ale się ucieszyłam. Nie komentowałam. Czekała na mnie bowiem jeszcze jedna niespodzianka .... perfuma. Patrzę butelka śliczna. Naprawdę cudowna. Stylowa, niesamowicie elegancka, taka butelka perfum Wamp. Powąchałam. Odrzuciło mnie. Te, które z was musiały pić glukozę przed badaniem będą wiedziały o co chodzi. Ten sam był taki jak ten zapach. Kompletnie, kompletnie, kompletnie nie w moim guście. Nie lubiłam nigdy słodkich zapachów i bolała mnie od nich głowa. No ale butelka była ładna, to postawiłam ją za szybą naszej szklanej witryny (nie koło filiżanki, bo jeszcze wtedy jej nie było).

To nie wszystko ..... Jeżeli czytaliście dobrze, to zauważyliście, że została jeszcze moja mama. A moja mama dostała najlepszy prezent. Jako jedyna dostała prezent związany z Francją. Dostała coś, co wprawiło ją w osłupienie. To był prezent, na jaki nie wpadłoby każde z mojego rodzeństwa. A trafił on - Jej zięć. 

To było duże pudełko, w kształcie koła. Plastikowe, przezroczyste. Nie trzeba było się długo domyślać, a tym bardziej dopytywać co się w nim kryje, poza tym ex od razu wyjaśnił co to jest (na wypadek gdybyśmy nie wiedzieli)

- A to jest przysmak francuski (pamiętacie, prosiłam o kawę i czekoladki). Francuzi się tym zajadają. Jak to kupowałem to na półce w sklepie zostało już tylko kilka sztuk.  

Jak myślicie co to było ?
  1. Ślimaki
  2. Ser do fondue 
  3. Przyprawy kuchenne
  4. Żabie udka
Niestety, ten kto wybrał odpowiedź 1, 2, 3 lub 4 wybrał odpowiedź błędną. Bo to było .....

Ciasto francuskie. Baaaa żeby to było ciasto - takie ciasto, które można pokroić i podać do kawy w filiżankach z chińskiej porcelany (oczywiście z tej oryginalnej chińskiej porcelany). To był podkład z ciasta francuskiego, który można było zagospodarować wedle własnego uznania ....... 

Moje całe ciało zaczęło krzyczeć i szlochać ......



Jak już doszłam do siebie. Podałam mu śniadanie. A kupiłam świeżutkie ..... croissanty....notabene z ciasta francuskiego prosto z .... polskiej cukierni


A Wy ? Czy wiedzieliście, że ciasto francuskie pochodzi z Francji ? :) A może znacie historię tego ciasta :) 

P.S. Żeby nie było, że tylko ex wpadał na tak głupie pomysły, następny post o mojej pamiątce z zagranicy 

2 komentarze:

Unknown pisze...

Super!:)

Unknown pisze...

Hahaha dobre :)

Prześlij komentarz