A ze mną to nie jest tak, że ja nie wiedziałam, że nie umiem pływać. Ja o tym wiedziałam doskonale, ale ktoś postanowił mi to uzmysłowić. I to nie byle kto...
To było w sierpniu. Byłam u znajomych w Krakowie. To był już etap odejścia ex i etap szukania odpowiedzi. W Krakowie jest bardzo słynna wróżka, przyjmuje na sukiennicach i wszyscy ją znają.
Tak tak, dobrze myślicie - to jest Dzidzianna Solska. Przyjmijmy, że jest to urocza starsza pani. Zatem i ja, idąc śladem wielu innych poszukujących odpowiedzi, postanowiłam skorzystać z jej usług. Kolega zapytał kupca z Sukiennic, gdzie ona jest i czy w ogóle jest. Była. Przyjmowała akurat w jakimś przejściu. Zobaczyłam ją. Poprzedni seans jeszcze trwał. Skończyła. Podeszłam do niej na drżących nogach. Ponoć jest niezła i wszystko się sprawdza. Ryzyk fizyk, dowiem się najwyżej bolesnej prawdy, ale się dowiem
- Dzień dobry. Powróży mi Pani ? - zapytałam drżącym głosem
- A tak tak tak, siadaj dziecino - powiedział mi chrypiącym głosem, przedłużając swój tekst z podobnym akcentem jak mówią cyganki.
Upewniłam się ile kosztuje jej wróżba, bo nie miałam ochoty wydawać kolejnych 100 zł na to, aby się dowiedzieć, że zostanę odznaczona orderem. Powiedziała, że co łaska (okej pomyślałam, spoko, to przyjmuję, że 30 zł) Kasę przyjęła od razu. Dzięki Bogu miała terminal do płatności kartą, bo akurat nie miałam gotówki przy sobie ---- żartuję :))
Procedury wróżenia znałam już dokładnie. Raz, dwa, trzy - przełożyłam na trzy do siebie. No to lecimy z koksem.
-- Ooooooo serduszko moje, ty cierpisz przez mężczyznę. Ciebie ktoś zostawił - Ło matko, chyba jej zapłacę dwie stówy, jak tak dalej będzie gadać - a nic jej wcześniej nie wspominałam.
- Ale to jest facet, który chce zjeść kanapkę, i chce żeby mu została bułka i nóż.
O matko moja droga. Co ona gada. Jaka bułka, jaka kanapka jaki nóż. Co to za powiedzenie. Wykrzywiłam twarz w myślach i powiedziałam baaaardzooo głośne: WHAT THE FUCK ? Kobieto z jakiej ty planety przyleciałaś i kto cię tu przemycił. W sumie doszłam do wniosku, że to facet, który chce za dużo i nigdy się niczym nie nasyci (stratatata, jakie hasło taka interpretacja). Po wielu latach doszłam do wniosku, że pewnie jej chodziło o hasło "Chce zjeść ciasto i mieć ciastko". No czyż tak by nie było prościej. Ja nie musiałabym latami myśleć o co jej chodziło, a ona dostałaby dwie stówy :)
- Jego matka to niedobra kobieta. Fałszywa i zachłanna pieniędzy - powiedziała
Niebo się rozjaśniło, chmury się rozeszły, a Wisła w Krakowie stanęła w miejscu. Alleluja Kobieto. Masz trzy stówy. Jak tak dalej pójdzie, będę musiała zapożyczyć się u jakiegoś lichwiarza. Myślę sobie, babcia gada z sensem, warto było przyjechać. Bo były tylko dwie opcje: albo jest super wróżką, albo zna moją teściową. Ale teściowa nigdy nie wspominała, że zna Dzidziannę ....
- On będzie chciał wrócić do Ciebie, ale ty już go nie będziesz chciała - alleluja, alleluja, allejua. Stanę na nogi. Będę mogła prychnąć na jego błagania. Już sobie wyobrażałam, jak przychodzi do mnie, płacze, wyje, prosi, błaga, trzyma mnie za nogę, leży na dywanie zgięty w pół i płacze, a ja mówię: NIE !
Z moich myśli o soczystej i krwistej zemście, pełnej pogardy wobec ex, wyrwały mnie słowa Pani Dzidzianny
- Ale za to ty pochodzisz z dobrej rodziny. Twój tata pracował w specjalnych jednostkach i dostał za to dużo orderów.
Co ? co, co co ? Nadstawiłam uszu. Że co ? Poprosiłam o powtórzenie, bo nie dawałam wiary, że słyszę to co słyszę. No w mordę jeża ... znowu ordery. No chyba się zmówiły, albo to teraz jakiś trend wróżbiarski. Wcisnąć kita o orderach, żeby klient poczuła się super :)
- A ty serduszko to się wody boisz i pływać nie umiesz. Skorpion a wody się boisz.
Genialnie. Zaczęła mi przypominać teściową, która zawsze umiała mi powiedzieć o rzeczy, o której dziwnym trafem nie wiedziałam. Haaaaa .... czyli mogą się jednak znać. Pewnie zaraz po moim odejściu od magicznego stolika, Dzidzianna wyciągnie rękę, gdyż w rękawie będzie miała taki mały mikrofon (jak agenci na amerykańskich filmach) i powie:
"Teściowa, teściowa, Tu Dzidzianna. Odbiór. Była. Powiedziałam co chciałaś. Trochę tępa. Nie rozumie bułki, kanapki i noża. Pływanie się potwierdziło". Bez odbioru.
Fiuuuuuuuuuuuuuuu. W tym momencie odjęłam jedno zero od 300 zł i zostało 30 zł dla Pani Dzidzianny. Choć mogłam jej dać nawet 20 zł. Ale dałam 30 choćby za to, że nie usłuchała się teściowej - szpiega i powiedziała o niej prawdę ... :)
Na pocieszenie kupiłam sobie ciepłego oscypka z żurawiną, bo trafiliśmy akurat na festyn na krakowskim rynku..... mniam


0 komentarze:
Prześlij komentarz