Ex był człowiekiem niezwykle ambitnym, a jego ambicja przeradzała się w chorą rywalizację. Rywalizację o wszystko, czasami o coś zupełnie bezsensownego. Muszę jednak przyznać, że był dobry w tym co robił w pracy. Realizował się, co pozostawiam faktem bezspornym. Dawał z siebie duszę, serce, a z czasem nawet ciało. Dawał z siebie więcej niż mógł sam, a jak już nie mógł dać to i tak wspinał się na szczyty. I tak osiągnął pewien szczyt, w którym miałam swój duży udział ....
To była jesień, pokój numer osiem ..... eeee nie, to nie ten wątek. Fakt faktem była jesień. Ex wrócił rozanielony z pracy (nowej pracy) powiadamiając mnie, że ma szanse zostać dyrektorem. Mało jajka nie zniosłam ze szczęścia (wiadomo: dyrektor = lepsza kasa, a lepsza kasa = wyprowadzamy się od rodziców). W marzeniach widziałam jak remontujemy nasze małe gniazdko, jak romantycznie śpimy na materacu, ale najważniejsze, że razem. Jak czekam na niego z obiadem, a zapach obiadu wydobywa się przez otwarte okno, przez które oprócz zapachu, wywiewa filmowo firankę. Pofrunęłam tak wysoko w swoich marzeniach, że zanim mnie Ex ściągnął na ziemię, to trochę to trwało. A w trakcie myślenia ominęło mnie kilka ważnych faktów. Mianowicie, że Ex wcale nie dostał propozycji stanowiska dyrektora, ale że dyrektor go pochwalił i powiedział mu, że nadawałby się na takie stanowisko.
Nie wiem, czy ja taka głupia jestem, czy to faktycznie to samo. Czy "komplement" = "propozycja". No nic, moje marzenia dalej utknęły w małym pokoju z wielką 50 calową plazmą i musiałam zadowolić się komplementem, tudzież pochwałą. Żeby jednak nie było mi mało, ex postanowił poinformować całą swoją rodzinę, że dostał "propozycję" zostania dyrektorem.
- Chodźmy do moich rodziców. Pochwalę im się - powiedział, podskakując jak małe dziecko
- Ale tam dzisiaj są chyba jakieś imieniny czy coś - rzekłam drżącym głosem, bo zaczynałam widzieć konsekwencje tego pomysłu
- No to nawet lepiej
O mamusiu kochana i jedyna: On jest nienormalny. Ale ok, chcesz tak, to tak zrobimy, żeby nie było, że nie tworzymy zespołu :)
Jak na taką sytuację przystało, chłop się ubrał w spodnie od garnituru, koszulę - no w końcu idzie potencjalny dyrektor, więc nie wypada pójść w jeansach ogłosić takiej wiadomości. Zrobiłam oczy jak milion złotych, pokręciłam głową i zaczęłam się zastanawiać co to będzie, jak on faktycznie zostanie dyrektorem. Co on wtedy będzie na siebie zakładał. Toż to do Włoch, Francji, jak nie na 5 Aleję w New Yorku trza będzie jeździć. Ho ho ho, to mi pewnie będzie przysługiwało futro z norek ;), że nie wspomnę o moich wymarzonych butach. Co tam życie w remontowanym mieszkanku. To będą gale, przyjęcia, restauracje, imprezy firmowe, na których na pewno nie zabraknie ... robaków. Będę mogła w końcu nauczyć się jeść widelcem i nożem i używać serwetek.
No i idziemy. On szlachta, ja plebs. On spodnie garniturowe, koszula, płaszczo-kurtka, a ja spodnie z łatami w kroku, bluzka z niedopinającym się guzikiem, włosy związane gumką z truskawką. Czyli potencjalny dyrektor i żona potencjalnego dyrektora, która zdaje sobie sprawę, że najpierw trzeba zainwestować w to, co przyniesie zysk.
Nie przeszliśmy 100 m, a Ex doszedł do wniosku, że on jednak powie, że został dyrektorem.
Zanim jednak wypowiedział "Co ?", zakryłam twarz dłońmi, przesuwając je w dół, przez co naciągnęłam sobie oczy. Nie wierzę, ja naprawdę nie wierzę. Co to *** za pomysł. Przecież to logiczne, że prawda wyjdzie na jaw. Ale musiało być na to jakieś logiczne wytłumaczenie -większość rzeczy, zjawisk, zachowań posiada swoje logiczne wytłumaczenie. Ja miałam jedno: mitoman - bajkopisarz.
Ale se myślę tak. No chłop się ubrał jak trzeba. Szkoda okazji. A co tam, życie jest jedno. Machnęłam ręką, uśmiechnęłam się i mówię: Zajebisty pomysł (tak naprawdę było to niezwykle cyniczne stwierdzenie)
Ex postanowił skłamać. Ustaliliśmy jedna wersję, w której on zaczął się gubić. Musiał ją powtarzać jakby uczył się roli na cating :). Skoro miałam zostać panią dyrektorową, rozpuściłam włosy, przejechałam palcami, a gumeczkę z truskawką wyrzuciłam do pobliskiego kosza. Przyrzekłam sobie, że będę musiała siedzieć z założoną nogą na nogę, żeby moich łat nie było widać. No co jak co, ale żonie dyrektora nie wypada już pewnych rzeczy pokazywać. Co innego żonie kandydata na dyrektora - tej to niewielkie niuanse może wybaczyć - no wiadomo - kobieta dopiero się uczy. Ale żonie dyrektora z komplementu, to nawet wolno mieć poobgryzane paznokcie.
Doszliśmy do celu, otwieramy drzwi, wszyscy się cieszą na nasz widok, jeszcze dobrze nie przekroczyliśmy progu, a ex się drze:
- ZOSTAŁEM DYREKTOREM - i w ten oto sposób, ex wspiął się na szczyt .....
..... swoich marzeń ......
Radości nie było końca. Wszyscy mu graturowali, całowali, życzyli powodzenia. Na stół wjechały napoje alkoholowe, świniak upieczony z jabłkiem w pysku, toż to taka okazja zdarza się raz w życiu. Ex zaczął mówić o swoich planach, jak to będzie jak zostanie prezesem. Ja natomiast w tej całej sytuacji, siedziałam sobie grzecznie, popijałam delikatnie winko, zaczęłam udawać mądrą i inteligentną, no w końcu mój mąż był z zawodu dyrektorem .... :)



0 komentarze:
Prześlij komentarz