środa, 15 kwietnia 2015

Brak słów....

Nazwa dzisiejszego posta będzie mieć prawdopodobnie wielorakie znaczenie. Po pierwsze "brak słów" odnosić się do tego, że nie wiem jak nazwać tego posta, a po drugie do kilku sytuacji, o których będzie mowa w tekście. Przede wszystkim pragnę zaznaczyć, że posty pisane są od serca, nie są redagowane itp. itd. Wyobraźcie sobie i poczujcie mój spontan.... Na koniec wstępu przepraszam za tak dużą przerwę, ale dużo się działo... 

Zatem zapraszam...

 W ostatnim poście opisałam Wam, jak wyglądała szczerość ze strony Ex w sprawie sprawy rozwodowej. Teraz postanowiłam opisać dalszy jej ciąg....

Od otrzymania pisma miałam miesiąc na  przygotowanie się do rozprawy, ale przede wszystkim pewien ustawowy czas na odpisanie na ten pozew. Małym druczkiem na piśmie z sądu informowano mnie, że jeżeli nie odpiszę, oznacza to moją zgodę ze stekiem bzdur...

Wypłakałam się. Uspokoiłam. Wyspałam. W końcu mogłam ze świeżym umysłem przeczytać wszystkie zarzuty, dlaczego Ex chce rozwodu. Nie wiedziałam czy mam dalej płakać czy już śmiać. Wiedziałam jednak, że odpowiem szczegółowo na każdy zarzut. Odzyskałam wiarę w swoją wiedzę i płynność pisania. 

Pozew Ex miał 2 strony. Ja odpowiedziałam na 6, ładnie tłumacząc krok po kroku z czym się nie zgadzam. Najbardziej rozśmieszyło mnie to, że jednym z powodów był rozpad generalnie wszystkiego: finansów, gospodarki, seksu... 

A tu moi drodzy tak nie było....

Na zarzut braku spędzania wolnego czasu odpowiedziałam, że jakże to możliwe, skoro całkiem niedawno był ze mną na weselu (kiedy już odszedł, o czym było w poście:  Weselny Rozbójnik).

A wspólne urlopy na wakacjach, urlop za granicą  (o tym urlopie za granicą  to się dopiero rozpisze.... oj będzie się działo.... poznacie mnie całkowicie z innej strony).

A to, że dostawał pieniądze ode mnie jak odszedł, zapłaciłam rachunki telefoniczne, zakupy robiłam. A to, że dbałam o te wszystkie dni matki, urodziny siostry, matki, ojca, brata, chrześniaka, babki, ciotki, sąsiadki...).

O nie nie. Co to to nie. Z Wredną Ex tak nie będzie pogrywa. Przede wszystkim co to ma niby być, że ustało pożycie małżeńskie. Ale ok. Można mu wybaczyć, nie miał chłopak wiedzy, nawet tej podstawowej. Nie wiedział, że jak odszedł w marcu, a spał ze mną jeszcze w czerwcu --- rozprawa była w  listopadzie ---- to wcale nie oznacza rozkładu pożycia małżeńskiego.

Odpowiedź napisałam. Poszłam do jakiejś kancelarii, żeby to sprawdzili. Byli nawet pod wrażeniem, że sama to napisałam, no ale z prawem na studiach miałam do czynienia przez 5 lat, więc coś tam wiedziałam, bynajmniej te podstawy....

Przyszedł czas rozprawy. Nie poszłam sama. Nie miałam odwagi. Poszła ze mną bardzo dobra znajoma z pracy, która wspierała mnie wtedy jak tylko mogła, o czym nigdy nie zapomnę. Zobaczyłam go.  Jezu..... gula w gardle wielkości chyba tej toczonej przez Syzyfa. Głos mi się łamał jak mówiłam zdawkowe cześć. 

Podeszłam do niego, bo chciałam oddać mu rodzinną pamiątkę, której nie wziął ze sobą jak się wyprowadzał. Oddaję naprawdę ze szczerego serca. Nie złośliwe..... Naprawdę.... :)) Wbrew pozorom nie czułam wtedy jakiejś nienawiści..... w sumie jak miałam ją czuć.... przecież nie zgadzałam się na rozwód.... walczyłam o to małżeństwo, walczyłam o nas, a przede wszystkim w każdy możliwy sposób walczyłam o niego....

---- Proszę tutaj twoja pamiątka. Zapomniałeś o niej.....---- powiedziałam
----- I co  ? To, że ją mi dałaś to też napisałaś ....? --- usłyszałam w odpowiedzi. Patrzył przez okno na dziedziniec sądu. Ale wziął. Nawet podziękował.

Podeszłam do znajomej. Było to kilka kroków. Przez te właśnie tylko kilka kroków, zrozumiałam co on powiedział.  Masakra jakaś...... Czy to opisałam ????????  Durniu jeden, przecież nie znaleźliśmy się tutaj przeze mnie. Co on myślał, że ja potulnie się na wszystko zgodzę ???  I tutaj kolejne moje stwierdzenie : "Brak słów".  Uwierzcie mi na słowa, które tutaj piszę. Naprawdę brak słów, żeby opisać ten jego ton, tą odpowiedź i jego spojrzenie. Przede wszystkim jednak podejście.

Rozprawa trochę się opóźniła. W pewnym momencie pojawiły się 3 kobiety w togach, które weszły na salę rozpraw, na której miała się odbywać nasza rozprawa. Znajoma się do mnie uśmiechnęła, powiedziała, że będzie dobrze, bo są kobiety, że to dobry znak. Przytuliła mnie jeszcze. 

Spłakana na nogach, których nie czułam weszłam na salę. Zajęliśmy swoje miejsca, naprzeciw siebie. Pierwszy zeznawał on. W trakcie jego zeznań przypomniałam sobie radę koleżanki, aby miała przy sobie zeszyt i długopis i zapisywała wszystko z czym się nie zgadzam, aby później móc się do tego odnieść. I tak też zrobiłam.

Przyszła moja kolej. Przedstawiłam się :)) Imię, nazwisko, czym się zajmuję i zaczęłam zeznawać. Miałam przy sobie kartkę z notatkami. I odnosiłam się do wszystkiego. Odpowiadałam na każde konkretnie i podpierałam faktami. Czułam jak rosnę w siłę. Jak wzmacnia się moja pozycja. Nie pamiętam już dokładnie całego przebiegu rozprawy..... ale w trakcie mojego zeznawania, ex miał zadawane pytania ze strony sądu...... 

Pamiętam za to jednak, jak w pewnym momencie sędzina rozłożyła ręce na ogromnym drewnianym stole, popatrzyła na Ex i zadała mu pytanie, logiczne. Było widać po niej, że uważa chyba jego i jego pozew, zeznania za totalną głupotę.  Małżeństwo trwało pięć lat. On zeznał, że nie kochał mnie już po 2 latach małżeństwa. I wtedy ona zapytała go we wspomnianej pozycji...."No dobrze, ale co przez te 3 lata?" Na co Ex odpowiedział "Nie wiem. Chyba przyzwyczajenie"

Nie wierzę własnym uszom. Alleluja wszyscy święci. Dwa lata małżeństwa i on jest ze mną z przyzwyczajenia. Oh my dear lord. Brak mi słów.... Nie wiem co napisać..... Nie wiem też tym bardziej, co mają powiedzieć małżonkowie np.z  60 letnim stażem. No ale dobra dobra.... W życiu wszystko jest możliwe....

Ex jednak pobił samego siebie z tą wypowiedzią. Bo na kolejne pytanie sądu odpowiedział "Bo ja z tą kobietą nie chcę być"...... A kiedy to mówił wyglądał coś jakby tak...


Oczywiście miał na sobie koszulę i marynarkę. Koszula, którą kupiłam w prezencie, a spodnie garniturowe z naszych weselnych poprawin. Pod koszulą widniał i błyszczał się srebrny łańcuch. Ale pozycja była w 99% taka sama. Nawet ta mina. No wypisz wymaluj Ex.... mmmmmm aż miło popatrzeć. ..... hahahaha..... no jasne, że zartuję...:)

No nic koniec końców, on przegrał w całości rozprawę. Ja wygrałam połowicznie. Sąd orzekł separację, ale nie wysłał nas na terapię. Wygrałam dzięki temu, że był seksik w czerwcu, a on temu nie zaprzeczył.

Kiedy wychodziłam szczęśliwa z sali.... on już znikał na zakręcie. Tyle go widziałam. Każdy następny post dotyczący rocznej przyszłości mojego życia będzie bez niego. Jeżeli się pojawi to tylko we wspomnieniach. A później, później później to się pojawi, a nawet się zobaczymy......  

Jak widzicie, rozprawa rozwodowa przynosi zawsze wiele stresu, nerwów i łez. Innym też przynosi rozczarowania. Ja w tamtym czasie wierzyłam, że jeszcze będziemy razem. Wierzyłam, że separacja jakoś pomoże...wciąż formalnie byliśmy małżeństwem i to wtedy było dla mnie ważne, że małżeństwo się nie skończyło.

Życie jednak pokaże mi scenariusz jakiego nigdy bym się nie spodziewała...... Zatem zaczynamy nowy rozdział życia na blogu....

Zapraszam niebawem.....

0 komentarze:

Prześlij komentarz