sobota, 22 marca 2014

Teściowa (nie) Idealna

Tak jak Wam obiecałam, dzisiejszy post będzie o tym, co zrobiła Przewodnicząca Komisji Kwalifikacyjnej, decydującej o tym, kto ma należeć do rodu "Idealnych".
Zacznę od tego, że Teściowa widywała mnie dość często, a ze względu na zaistniałą sytuację uważam, że stanowczo za często. Ona uważała, że tak naprawdę nic się nie stało, w trakcie spotkań z moimi rodzicami nie poruszała sama tego tematu, a omijała go bądź ostro kończyła, gdy ktoś go zaczynał. No mówię Wam, istna sielanka. Życie jak w amerykańskim serialu, bo raczej, że nie wenezuelskim. Tam to, pewnie teściowa była by już otruta, zabita, a mój teść okazałby się moim bratem, co za tym idzie, mój Ex moim bratankiem - aaaaaaaaaaaahaaaaaa to dlatego oni coś wiedzą, ale nie mówią, bo mnie chronią. Trochę odleciałam, ale już przechodzę do sedna ....



 Dzięki widywaniom się miała okazję zauważać  moje postępy. Kiedy zobaczyła mnie po raz pierwszy od dłuższego czasu, szczęka jej opadła i dosłownie zatkało. Ja wiem wiem ...... mnie też zatkało. Ale mnie zatkało dlatego, że ją zatkało. Po raz pierwszy w życiu to widziałam. Zawsze wygadana, pyskata, wiedząca jak dogryźć, N I E   WIE  DZIA  ŁA  CO   PO WIE  DZIEĆ. Po jakimś czasie (pewnie około 10 sekund, ale dla mnie to była cała wieczność : )) usłyszałam bardzo głośne, wysuszone gul. Masakra .... to jej też potrafi zabraknąć śliny. No ale koniec końców, kiedy odzyskała głos (niestety) powiedziała: No naprawdę schudłaś.

Świetnie, znowu powiedziała coś, czego nie zauważyłam - zaczynało to już zachodzić na talent. Popytała co robię, przyznałam się, że chodzę na fitness i jeżdżę dużo na rowerze. Nie chciałam się jej przyznawać, że jej syn mnie opuścił i to przez to, przez nerwy straciłam 5 kg w 3 dni. Myślę sobie, może ona nie wie, jeszcze by jej serce pękło :)))) W myślach jednak wypowiedziałam te słowa: HAKUNA MATATA A kysz kysz zmoro. Ssssssss (zasyczałam jadem w myślach) zostawi cie mąż to wtedy pogadamy. 

Ale to, że ją zatkało, że nie wiedziała co powiedzieć, że nie znała całej prawdy o moim chudnięciu to nic. Mówię wam. Teraz wstrzymajcie oddech. Jeżeli stoicie to usiądźcie. Jeżeli czytacie to na telefonie to powiększcie obraz. Jeżeli coś macie w ustach, przełknijcie to, bo nie chcę być odpowiedzialna za wasze zakrztuszenie. Gotowi ?  Nie wiem jak Wam, ale mi serce bije od samego pisania, tak się wkręciłam.


 --To ja też się zapiszę. Na jakie to zajęcia chodzisz, do kogo ? --
usłyszałam 

Od tej pory  tekst na czerwono czytajcie w zwolnionym tempie i sylabizujcie. Tylko tak zrozumiecie mój szok i niedowierzanie

O matko moja droga, wszyscy święci, bogowie greccy i rzymscy. Czy ja słyszę to co słyszę. Ona chce się zapisać na fitness i chodzić tam gdzie ja. Ze mną. Czy ona jest normalna ?

Usiadłam, z głupim uśmiechem na twarzy. Zrobiłam uśmiech banana, powiedziałam, że zajęcia są trudne, że dużo osób chodzi, że to wcale nie jest tanie, i trzeba jeszcze tam dojechać. Nie zniechęciło jej to. Lepiej ..... wciągnęło w to moją mamę. 

Zamknęłam oczy. Nie mogłam uwierzyć w to wszystko. Przecież to się nie dzieje naprawdę. Otrząsnęłam się z szoku, dotarło do mnie, że ona przecież jest z tych Idealnych, po kiego grzyba jej fitness. Ona ? To nie możliwe. Przecież ona jest Przewodniczącą Komisji Kwalifikacyjnej. Może ma jakiś zapis, klauzule w umowie, że nie może brać udziału w takich działaniach, bo jest to sprzeczne z byciem, aż tak idealnym. Po chwili zaśmiałam się gromkmi, szyderczym buahahahaha, kręcąc się na krześle obrotowym, z otwartymi ramionami, jakby cały świat należał tylko do mnie : Ona ma jakieś wady. I to nie jakieś. Ona chce się odchudzać :))) - myślałam.

- Mamo, ale Ty przecież nie potrzebujesz ćwiczeń. Tak dobrze wyglądasz (jeszcze wtedy mówiłam do niej mamo).  A skąd, To nie był żaden argument. Koniec i kropka ona będzie jeździć na fitness, na te zajęcia co ja, bo widać efekty. Jak mówiła tak zrobiła, kupiła karnet, zaczęła jeździć. A ja miałam darmową taksówkę, od domu do klubu, od klubu do domu. 

Teraz uruchomcie  piosenkę :))

 

Zaraz po wejściu do auta, czułam się jak w dobrej komedii tudzież dramacie romantycznym jak kto woli, gdzie w czasie jazdy autem, słucha się tej piosenki. W takt tej piosenki kiwałyśmy głowami na boki z uśmiechem banana na ustach. Kiedy ona zrobiła coś śmiesznego, albo ja, wyciągałyśmy prawą rękę, wyprostowany palce wskazujący, coś jakby się strzelało. Nasze uśmiechy były niczym uśmiechy Jima Carrey'a. Wysiadałyśmy, wchodziłyśmy szczęśliwe do klubu, do szatni, wciąż się śmiejąc, poklepując po ramieniu. Zaczynałyśmy ćwiczenia,  kręciłyśmy głowami ze słodkim uśmiechem na twarzy, kiedy nam coś nie wychodziło, podnosiłyśmy się nawzajem. Koniec ćwiczeń, znowu szatnia, wyjście z klubu, jazda autem.... Sielanka co nie ?

A teściowa wytrzymała chyba 2-3 zajęcia i stwierdziła, że nie da rady. Och jakże mi szkoda było ..... tej darmowej taksówki :)))

1 komentarze:

Unknown pisze...

Idealnie dobralas temat posta do historii, jak z reszta zawsze. A co do tesciowej to Kobieta masakra, zadnych wartosci moralnych nie umiala wpoic synowi bo i przeciez skad jak sama ich nie miala. Malzenstwo powinno sie wspierac i ratowac od rozpadu a nie udawac ze wszystko jest ok, i ze chudniesz przez rozwod a nie przez fitness tez jej na mysl nie przyszlo... "bystra babka..."

Prześlij komentarz